|
Znaleziska i
pamiątki z przeszłości
Stare dokumenty, części broni i
amunicji, przedmioty użytku codziennego, opakowania, fotografie,
pamiątki rodzinne. Czasem zachowane w dobrym stanie, a czasami tylko
resztki, gdzie trudno nawet zgadnąć jaki to fragment całości i do czego
służył. Każde tego typu znalezisko może opowiedzieć swoją historię i
historię człowieka, który je posiadał. W Wielgowie i bezpośrednich
okolicach można znaleźć wiele tego typu rzeczy. Szczególnie dużo
znalezisk pochodzi z czasów II wojny. W okolicznych lasach często można
spotkać "pamiątki" związane z działaniami wojennymi. Mimo, że w samym
ówczesnym Augustwalde wojny jako takiej prawie nie było, to w bliskich
okolicach toczyły się zacięte boje. Przykładem może tu być kompletnie
zniszczone i zrównane z ziemią osiedle Hornskrug, polska nazwa Rzęśnica,
które było położone około 3 km od Wielgowa, tam, gdzie dzisiaj droga z
Dąbia (ulica Goleniowska) łączy się z drogą do Świnoujścia. W
okolicznych lasach, ze względu na rodzaj i czas walk znajduje się dużo
granatów sowieckich i niemieckich oraz granatów moździerzowych, głównie
sowieckich, jest też dużo pocisków, zarówno tych niewystrzelonych jak i
już wystrzelonych.
Często kopiąc na
pobojowiskach z czasów I lub II Wojny Światowej poszukiwania przynoszą
znaleziska w postaci niewypałów i niewybuchów – amunicji z czasów wojny. Chodząc na grzyby, wycieczki, czy
spacerując po okolicznych lasach na pewno wielu z nas natknęło się na
resztki amunicji, pocisków, czy broni.
Pamiętajmy o jednym:
TAKIE RZECZY SĄ CAŁY CZAS NIEBEZPIECZNE!!!
Zasadniczo
rozróżniamy niewypały i niewybuchy oraz amunicję, która nie została
użyta. Niewypały to amunicja, która w momencie wystrzału wskutek
uszkodzenia lub wady konstrukcyjnej nie wypaliła, zazwyczaj została
porzucona, natomiast niewybuchy to amunicja użyta, która w kontakcie z
przeszkodą np. granat moździerzowy z ziemią, nie wybuchła. Generalnie
najbardziej niebezpieczne są niewybuchy, gdyż wskutek zmiany temperatury
(po wyciągnięciu z ziemi), gwałtownego przemieszczenia (rzucania,
układania) mogą detonować.
Często na pobojowiskach natrafia się na amunicję, która została
przygotowana do wystrzelenia całkowicie lub częściowo (np. nie zdążono
wkręcić zapalnika) i wskutek ataku nieprzyjaciela została porzucona
przez uciekających żołnierzy.
Każda amunicja jest niebezpieczna, nabój może poprzez uderzanie,
podpalanie wystrzelić i zabić, lub można się poparzyć dotkliwie poprzez
zapalanie prochu, sam zapalnik może urwać palce, dłoń, lub fragment
kończyny, granat, granat moździerzowy lub pocisk mogą zabić, miny
spotykane bardzo rzadko na ziemi szczecińskiej potrafią urwać nogę lub
zabić. Mimo swych 60 lat, amunicja potrafi działać, szczególnie amunicja
niemiecka, wykonana z dobrej jakości materiałów. Materiał wybuchowy w
tejże amunicji jest zachowany w dobrym stanie, do tego dochodzą zmiany w
jego strukturach wskutek działania wilgoci etc.
Szczególnie powyższemu opisowi oddają opowiadania ludzi dzisiaj
średniego i sędziwego wieku, którzy bezpośrednio po wojnie lub w
późniejszym czasie, wskutek zabawy lub nieświadomego wejścia w kontakt z
amunicją z czasów wojny, utracili kończyny, nierzadko wielu zginęło.
Nawet w dzisiejszych czasach ktoś ginie, zazwyczaj poprzez manipulowanie
przy starej amunicji przy pomocy narzędzi, wrzucanie amunicji do ognisk
lub rzucania nią.
Tak, więc
NIE WOLNO RUSZAĆ ANI BAWIĆ SIĘ AMUNICJĄ Z CZASÓW WOJNY!!!!
Jeżeli
już znajdziemy jakiś pocisk, nie dotykamy go, lecz jak najszybciej
wezwijmy policję, której zadaniem jest pilnowanie znalezionej amunicji
do czasu przyjazdu saperów.
Często zdarza się też tak, że niektórzy w przydomowym ogródku zakopali
znaleziony pocisk, nie chcąc płacić saperom za jego wywóz, gdyż
słyszeli, że trzeba będzie zapłacić – to nieprawda. Za każde wywiezienia
i likwidację amunicji płaci gmina – nie ważne czy amunicja ta została
znaleziona na czyjejś posesji, w lesie, czy w polu.
Tak, więc – dla własnego bezpieczeństwa: nigdy nie ruszajmy amunicji z
czasów wojny, jej znalezienie zgłaszajmy policji – w ten sposób
oszczędzimy własne, lub czyjeś życie, gdyż ktoś za 2 lata mógłby
zbierając grzyby nadepnąć na zapalnik w pocisku, powodując jego
detonacje i własną śmierć.
Spacerując
po lesie w okolicach Osady Leśnej natknąłem się entuzjastę i
poszukiwacza dawnych militariów, który opowiedział parę interesujących
historii. W tym rejonie można znaleźć pozostałości zarówno po
stanowiskach niemieckich, jak i po radzieckich. Co ciekawe, stanowiska
te były od siebie oddalone około 200-300 metrów. W samych okopach i obok
nich znajdywane są dzisiaj różne elementy broni, amunicji i wyposażenia
żołnierzy. Pas wzniesień na skraju lasu stanowił dobry punkt widokowy na
rozciągające się poniżej niego łąki i pola oraz na samo Augustwalde.
Analizując znalezione przedmioty, można dojść do wniosku, że w okopach
na wzniesieniu najpierw były wojska niemieckie, następnie po zdobyciu
pozycji - radzieckie. Porzucone przez żołnierzy niemieckich pociski
moździerzowe z zapalnikami wkręconymi do połowy świadczą o szybkości
przesuwania się frontu po tym terenie w marcu 1945 roku. Pociski te były
przygotowywane w ten sposób, że zapalniki były wkręcane do połowy, a
dopiero bezpośrednio przed użyciem były dokręcane. Znalezienie pocisków
przygotowanych w ten sposób sugeruje, że żołnierze niemieccy nie zdążyli
ich wystrzelić. Z drugiej strony są także inne znalezione przedmioty, na
przykład resztki niemieckiej lampy naftowej, świadczące o tym że wojska
niemieckie „siedziały” na tym terenie przynajmniej jedną noc, inaczej
nie byłoby sensu wyciągać palnika. W okolicy są także pozostałości po
Armii Czerwonej, czyli wojskach radzieckich np. pozostałości po
skrzynkach drewnianych w których były dokonywane zrzuty amunicji z
samolotów, albo radzieckie stanowiska moździerzowe, z których
ostrzeliwano stanowiska niemieckie. Na wzgórzach można spotkać się z
kilkoma fragmentami drutu (zasieki), który był rozciągnięty, aby
przeszkodzić w bezpośrednim ataku na stanowiska. Drut ten był
umieszczony na wysokości około 20-40 centymetrów nad ziemią i skutecznie
uniemożliwiał przeczołganie się żołnierzy pod nim (pamiętajmy, że był
marzec i żołnierze byli ubrani w ciepłe płaszcze, a także każdy z nich
miał plecak). Atakujący żołnierze byli zmuszeni przejść nad tym drutem,
co wyraźnie ułatwiało trafienie.
Poniżej parę fotek z
tego spotkania:
 |
 |
 |
 |
 |
|
Sowiecki
granat moździerzowy 120 mm, |
Spłonka od niemieckiego granatu moździerzowego
120 mm |
Folia ochronna, która zabezpieczała wnętrze skrzynek ze
zrzutów. |
Koszulko odłamkowa od rosyjskiego granatu.rg-42. |
Resztki niemieckiej lampy naftowej. |
 |
 |
 |
 |
 |
|
Łuska rosyjskiego pocisku do karabinu przeciwpancernego. |
Nakładka na zapalnik – zabezpieczała zapalnik przed
uszkodzeniem i wilgocią, oraz opóźniała rozerwanie się pocisku. |
Pozostałości po pozytywce niemieckiej - czasem
żołnierze też byli sentymentalni. |
Łuski do
popularnego pistoletu maszynowego pepeszka. |
Spłonka od radzieckiego granatu moździerzowego 82mm |
 |
 |
 |
 |
 |
|
Niemieckie łuski karabinowe. |
Pozostałości po jednym z dwóch rzędów drutów, jakie były
rozciągnięte na wzniesieniu. |
Radzieckie granaty moździerzowe 82mm z ebonitowymi
zapalnikami |
Radzieckie granaty moździerzowe 82mm z ebonitowymi
zapalnikami |
Radzieckie
granaty moździerzowe 82mm, najczęściej spotykane ze
wszystkich, znalezione na sowieckich stanowiskach
moździerzowych. |
Wszystkie
niebezpieczne przedmioty 28 grudnia zostały zabezpieczone i usunięte
przez Patrol Saperski nr 1 z jednostki wojskowej z Podjuch. Zostało
zlikwidowane kolejne niebezpieczne miejsce. Ile jeszcze takich miejsc
odkryjemy w przyszłości?
 |
 |
 |
 |
 |
|
Jeszcze jeden granat w ziemi. |
Radzieckie granaty moździerzowe 82mm z ebonitowymi
zapalnikami |
Cała amunicja została zabezpieczona... |
...i wywieziona z tego terenu. |
Radziecki
granat moździerzowy 120mm. |
|