|
Powrót na stronę główną
Gruźlica i Ruskie – historia
szpitala w Zdunowie
Praca napisana przez
Katarzynę Marciszewską
Szpital w Zdunowie czeka
rewolucja. Dzięki pozyskanym z Unii Europejskiej pieniądzom, placówka
zostanie rozbudowana i nabierze blasku. Inwestycja już ruszyła, nowoczesność
zawita do Zdunowa. Nie zapominajmy jednak o bogatej historii szpitala, która
obfitowała w wiele zaskakujących zwrotów akcji. Zarówno w II Rzeszy,
Republice Weimarskiej jak i PRL była to najnowocześniejsza placówka lecząca
choroby płucne.
Najnowocześniejszy w II
Rzeszy Niemieckiej
Decydującą rolę dla rozwoju Zdunowa odegrało zbudowanie w 1915 roku szpitala
gruźliczego, który miał być również sanatorium. Stało się to możliwe dzięki
środkom złożonym w legacie przez szczecińskiego kupca Karkutschera w roku
1890. Pieniądze te miały być przeznaczone na cele dobroczynne i tak też się
stało.
Szpital powstał również dzięki staraniom profesora Neissera, który uważał,
że chorego na gruźlicę należy bezwzględnie odseparować od innych członków
rodziny, aż do całkowitego wyleczenia. Stąd też powstała idea połączenia
szpitala z sanatorium. W 1915 roku w szpitalu powstały już 164 łóżka, ale w
1930 roku nastąpiła dalsza rozbudowa szpitala, która zwiększyła ich liczbę
do 261 miejsc.
Radio na słuchawki przy
każdym łóżku
Powstały szpital został uznany za wzorcowy. Skrzydła placówki były
trzypiętrowe. Każda część tworząca osobny pawilon posiadała własną kuchnię,
jadalnię, salę wypoczynkową, leżakownię, bibliotekę i łazienki. Pokoje dla
chorych były jednoosobowe, dwuosobowe lub sześcioosobowe. Każde łóżko czy
leżak było wyposażone w radio na słuchawki (mówimy o czasach
przedwojennych!). W szpitalu były oczywiście również sale operacyjne i
laboratoria. W pobliżu placówki znajdował się również budynek
administracyjny i służby lekarskiej oraz okazały dom, w którym mieszkał
dyrektor szpitala. W latach trzydziestych XX wieku w Zdunowie odbywali
praktyki lekarze z zagranicy. W tym czasie na terenie osiedla przebywało
około 470 osób, wliczając pacjentów i personel medyczny.
Zapomniany cmentarz
Za szpitalem znajdował się niewielki cmentarz, którego ślady przetrwały do
dziś. Założony został około 1920 roku. Na jego terenie chowano zmarłych
stałych mieszkańców Zdunowa oraz zmarłych pacjentów, którzy nie mieli rodzin
bądź krewni nie chcieli lub nie mieli za co zabrać ciał swoich bliskich.
Odosobnienie cmentarza było spowodowane strachem przed gruźlicą jaki
powszechnie panował w tym czasie w społeczeństwie. Również sam szpital był
ogrodzony i niedostępny dla spacerowiczów z zewnątrz.
W Zdunowie oprócz szpitala funkcjonowały dwa domy wypoczynkowe dla dzieci,
należące do Czerwonego Krzyża. Jeden z nich znajdował się w pobliżu
wybudowanego po wojnie osiedla mieszkaniowego dla pracowników szpitala i był
przeznaczony dla chłopców. Drugi został usytuowany w pobliżu stacji
kolejowej i mieszkały w nim dziewczęta. Oba w odróżnieniu od szpitala nie
przetrwały wojny.
Szpital oczami polskiego
jeńca
Wybuch wojny w 1939 nie miał początkowo żadnego wpływu na funkcjonowanie
szpitala. Dopiero zbliżanie się frontu wschodniego zimą 1945 roku zmienił
funkcję oraz znaczenie placówki. Polski jeniec przebywający w tym czasie w
Wielgowie wspomina w swoim pamiętniku: tą nietypową sytuację [względnej
swobody robotników przymusowych] można wytłumaczyć odosobnieniem
miejscowości od głównych szlaków komunikacyjnych i upatrzonego przez
dowództwo wojskowe Zdunowa, jako punkt przeformowywania rozbitych jednostek
frontowych i zatrzymywania się uciekinierów dla odpoczynku przed odejściem
za Odrę. Dlatego można tu było spotkać rekonwalescentów, ludzi zagubionych i
chorych.
Zgwałcona przez
czerwonoarmistów, uratowana w szpitalu
Po zdobyciu Zdunowa, szpital został przejęty przez Armię Czerwoną. Jeden z
pierwszych polskich mieszkańców sąsiedniego Wielgowa, pan Józef wspomina:
Szpital to było Zdunowo, to był szpital wojskowy. Ruskie po prostu mieli,
jak to wiadomo, we wojnę.
Zeznania świadka potwierdza meldunek szefa Biura Łącznika Pełnomocnika Rządu
RP do wojskowych władz polskich i radzieckich z roku 1947, w którym możemy
przeczytać, że w Zdunowie stacjonuje Armia Czerwona. W samym szpitalu
przebywali w 1945 roku i prawdopodobnie w pierwszej połowie roku 1946.
Leczyli tam nie tylko swoich żołnierzy, ale również polskich cywilów, a
czasami, niestety również ofiary swojej działalności
Latem 1945 roku doszło w Wielgowie do gwałtu dokonanego na dwunastoletniej
niemieckiej dziewczynce. Pan Aleksander, który w 1945 roku mieszkał w
Wielgowie wspomina: Miała 12 lat. Dwudziestu pięciu Ruskich ją walnęło. Jak
chodziła, biedna, to tak, że aż z niej krew chlupała. Życie skrzywdzonego
dziecka uratowali radzieccy lekarze pracujący w szpitalu wojskowym w
Zdunowie. Jedni obywatele Związku Radzieckiego gwałcili, a inni ratowali.
Niestety, odchodząca Armia Czerwona pozostawiła sanatorium w kiepskim
stanie. Pani Genowefa wspomina: Ja sama pracowałam przy remoncie [szpitala].
1947, 1948 rok to pracowałam tu przy remoncie. Wszystko tam było zburzone,
bo Ruski byli. To [my] podłogi, wszystko kładli nowe. Odremontowali. (…)
Dużo tam przebudowali. A szpital jak stał tak stoi poniemiecki, ale wszystko
od nowa robili.
Ku czci święta 22 lipca!
Władze polskie zdecydowały się na remont i uruchomienie szpitala ponownie
jako sanatorium przeciwgruźliczego. Dopiero w późniejszych latach stał się
kliniką i stracił swoje kuracyjne funkcje, chociaż nadal leczy się tam
między innymi pacjentów z chorobami płucnymi, nawiązując w ten sposób do
długiej tradycji.
Szpital ponownie otwarto 22 lipca 1949 roku. Data nie była przypadkowa.
Chciano w ten sposób uczcić piątą rocznicę ogłoszenia Manifestu Polskiego
Komitetu Wyzwolenia Narodowego. Otwarcie szpitala w Zdunowie opisywał
dwukrotnie Kurier Szczeciński w lipcu 1949 roku. Pierwszy z artykułów
informuje czytelników, że szpital został otwarty o 2 miesiące wcześniej niż
zakładał plan. To sformułowanie było typowe dla Polski Ludowej, w której
wszystkie inwestycje rzekomo oddawano do użytku przed czasem.
Najnowocześniejszy i
najlepiej wyposażony w PRL
Koszt remontu wyniósł 150 milionów złotych. Oprócz sanatorium w Zdunowie
tego samego dnia otwarto 4 inne placówki medyczne tego typu. Ale to szpital
w Zdunowie miał być najnowocześniejszy i najlepiej wyposażony w Polsce. W
uroczystości otwarcia szpitala wzięli udział przedstawiciele władz
miejskich, wojewódzkich, dyrektor naczelny ZUS – Czesław Bayer, dyrektor
departamentu ubezpieczeń w ministerstwie pracy i opieki społecznej –
Stanisław Bartelski, przedstawiciel KC PZPR Kaciczak, delegat Ministerstwa
Zdrowia Gosiński oraz oczywiście pierwszy dyrektor sanatorium dr Piotr
Wieczorkiewicz. Każdy ze znamienitych gości musiał, naturalnie, przemówić, a
ponadto poproszono o wyrażenie swojej opinii pierwszego pacjenta sanatorium
– Jana Rzoska, a nawet kierownika robót budowlanych, co było już prawdziwym
kuriozum, jakże typowym dla tamtych czasów.
W 1949 roku to był luksus
Co powiedział pierwszy pacjent ponownie otwartego szpitala? Jeśli wierzyć
relacji niezwykle przejętego dziennikarza, naszemu bohaterowi ze wzruszenia
odebrało głos i nic z siebie nie wydusił. Wyręczył go dr Wieczorkiewicz,
dziękując w jego imieniu, że powstała w Zdunowie tak ważna placówka
lecznicza. Dopiero później Rzosek był w stanie opowiedzieć o tym, w jaki
sposób trafił do szpitala: Nie wiedziałem o tym, że jestem chory. Od chwili
powrotu z robót przymusowych w Niemczech czułem się niedobrze, ale u lekarza
nie byłem. Dopiero w czasie masowych badań dowiedziałem się, że jestem chory
na gruźlicę, a w kilka tygodni później wysłano mnie tutaj. Jeszcze nigdy w
życiu nie było mi tak dobrze. Również inni pacjenci w rozmowie z
dziennikarzem wyrazili swój zachwyt szpitalem. Jedna z chorych miała
powiedzieć: Podziwiam ten luksus. Nie wyobrażałam sobie, że tak może
wyglądać sanatorium.
Za Niemców jednoosobowy, za
Polaków dwuosobowy
W lipcu 1949 roku w szpitalu przebywało już 118 osób. Każdy pacjent miał do
swojej dyspozycji łóżko, szafkę nocną oraz szafę. Sam szpital posiadał już w
tym czasie sale zabiegowe, rentgen, aptekę oraz laboratorium analityczne. W
pokojach mieszkało od 2 do 6 osób. Jest to bardzo interesująca informacja,
zwłaszcza, gdy się porówna ile osób zajmowało pokoje przed wojną, kiedy
szpital był niemiecki. Otóż okazuje się, że w sanatorium były również
sypialnie jednoosobowe. Ktoś związany z placówką, powiedział mi w prywatnej
rozmowie, że pokoje, które za Niemców były jednoosobowe, po wojnie stały się
dwuosobowe. Słowem: niemieckie, przedwojenne sanatorium oferowało wyższy
standard swoim pacjentom niż jego polski, powojenny odpowiednik. Pamiętajmy
jednak, że Polska zniszczona ciężką wojną nie mogła pozwolić sobie na
podobny luksus.
Artykuł powstał na podstawie
mojej pracy magisterskiej „Od Augustwalde do Wielgowa. Polscy, niemieccy i
radzieccy mieszkańcy w latach 1939 – 1949.
Zdjęcie pochodzi z serwisu
www.wielgowo.pl i zostało udostępnione przy okazji pisania przeze mnie pracy
magisterskiej, za co bardzo dziękuję właścicielowi strony Panu Ryszardowi
Wojniuszowi.
|