|
Każdy z nas postrzega
swoje otoczenie inaczej. Każdy z nas ma prawo do własnego zdania. Wszystkie
opinie trzeba traktować poważnie i szanować je. Na tej stronie będą
przedstawiane opinie i refleksje wszystkich, którzy zdecydują się na
zabranie głosu. Autor tej strony, czyli rwpb oświadcza, że opinie tutaj
przedstawiane są opiniami i głosami autorów wypowiedzi. Też możesz umieścić
tutaj swój tekst, przysyłając go na adres
rwpb@o2.pl. Możesz też
nadesłać komentarz do artykułów.
Na początek felietony Xweet'a,
który w niebanalny i oryginalny sposób opisuje Wielgowo.
Zapraszam do lektury i komentowania tekstu.

Powrót
Dzień dobry. Tak, dalej żyje (szkoda) i piszę
(wielka szkoda). Ten felieton będzie nieco dłuższy i jako ze od ostatniego
minęło 9 mies… a nie, bo niemal rok. Tak w życiu bywa. Ale po kolei, moja
malutkie robaczki. Maturę zdałem (a co, nie wolno?) i poleciałem do Londynu.
Tam trochę poznałem, co to szpachlowanie, co to bezdomność (szukanie
mieszkania w ciągu kilku godzin jest sportem ekstremalnym), że można żyć bez
jedzenia przez kilka dni i że jedyną osobą na która mogę liczyć jestem ja
sam i tylko ja. Później dostałem się na studia a z racji tej, ze jednak nie
opuściłem „kochanego” miasta to dumnie studiuję etnologię. Z skutkiem takim,
że średnia wynosi 5.0, a jeszcze mam czas na życie.
Z racji tego, że nie jest to mój pamiętnik zajmijmy się tym, co
zaobserwowałem przez ten czas. Po pierwsze, stagnacja. Nie było mnie kilka
miesięcy, wracam i nic się nie zmieniło. Autobus dalej jeździ z tymi sami
menelami w środku (może to ich dom… kto wie co w pijackim wizie widzą) i
tymi samymi opóźnieniami, wywołanymi tą samą dziurą w ziemi (dla laików:
robienie kanalizacji w Dąbiu). Po drugie, pojawiło się nowe pokolenie
„normalnej młodzieży”, nazywanej przeze mnie w wersji łagodnej (jak pada i
ich nie widzę) „dresikami”, a w wersji normalnej w sposób, którego tutaj nie
napiszę, bo kląć umie każdy od czasów jak do żłobka chodził. O ile poprzedni
byli raczej nieszkodliwymi idiotami to obecni w śmiesznych (napis NIGGER,
czyli po polsku „CZARNUCH” na ubraniu białego zawsze jest śmieszny i
żałosny) bluzach i kurtkach z kapturami (na głowie czapka z daszkiem,
kaptur, drugi kaptur… pomponów tylko brakuje) chodzą krokiem, jakby byli
bossami dzielnicy (w przypływie siły może panują nad zwieraczami) i grożą
innym. To, że piją i palą, jak autobusowi pijaczkowie (hmm… kariera pociąga
ich?) to naprawdę mnie nie obchodzi. To, że krzyczą, jak megafony po
demobilu z czeczeńskiej armii jest irytujące. Nie wiem, może żyje w innym
świecie, gdzie nie potrzeba, co dwie sekundy wrzeszczeć, może umiem oddychać
bez otwierania ust (nawet z katarem). Nie wiem czyje to dzieci, ale jeśli
ich rodzice to czytają (optymistycznie zakładam, że umieją czytać z
zrozumieniem, co jest nader rzadką umiejętnością) to dwie prośby. Pierwsza,
każcie im być cicho. Druga, kupcie im normalne ubranie, bo pacholę w bluzie
o dwa namioty za dużej i dziewuszka ubrana jak tania dziwka (proszę, pardon
my frencz) to delikatnie mówiąc przesada.
A teraz z racji moich studiów i ciekawości porównywalnej z małym kotkiem,
albo kandydatem na samobójcę, przyjrzyjmy się mentalności tubylców. Kiedy
wróciłem nosiłem brodę, co razem z płaszczem i kapeluszem ładnie się
komponowało. Zwierzęce reakcje młodocianych małpoludów (człowiek posiada 98%
genów wspólnych z szympansem, przez co postuluję przyznanie pełni praw
obywatelskich szympansom, jako ze większość z nich jest inteligentniejsza od
ludzi) pomijam, bo szkoda mojego czasu. Wiem, że w naszym śmiesznym i
cofniętym w rozwoju kraju taki strój nie należy do typowych, jako że z
Zachodu bierzemy to, co najgorsze (np. wzorce muzyczne), zamiast najlepszego
(np. ateizacji życia publicznego) mogę zrozumieć. To, że kilka osób
(listonoszka na ten przykład) mnie nie poznało w pełni rozumiem, bo w
przeciwieństwie do Wielgowa zmieniam się. Jednak komentarze w stylu „P……
Żydzi” są za przeproszeniem, co najmniej nie na miejscu. Antysemityzm jest
raz karalny, dwa świadczy tylko i wyłącznie o totalnym skretynieniu i trzy o
ignorancji (wszak Żydem nie jestem). Niestety moi drodzy czytelnicy (o
ile ktoś to przeczyta) rzeczywistość jest taka, że większość mieszkańców tej
uroczej podmiejskiej dzielnicy ma horyzonty myślowe równie szerokie jak
dziurka od klucza, albo głębokie jak płaski talerz. Siedzicie przy
telewizorach i mylicie kiepskie telenowele z życiem, puste obietnice
polityków (również naszych lokalnych sierściuchów) to nie rzeczywistość.
Horyzonty można poszerzyć na dwa sposoby. Bezbolesny, który polega na tym że
„najmądrzejsi w całej wsi” grzecznie milczą i nie rozpuszczają głupich
plotek, tylko co wy biedactwa wtedy zrobicie? Bolesny zakłada, że użyjecie w
końcu tego błota między uszami i jakieś procesy myślowe wywołacie.
Jak szok nie zabije to powinno pomóc.
Xweet,
(jako, ze nikogo nie pozdrawiam to na koniec cytat do pobudzenia myślenia)
„Jeśli mnie kochacie to popełnijcie zbiorowe samobójstwo” – Pająk Jeruzalem.
Komentarze:
Powyższy "felieton" jest jak przemówienie
niektórych polityków: wiele słów, a zero treści. Czyżby "skrzydełka" opadły
autorowi? Pozdrawiam. bch

Felieton wiosenny
I oto nastała wiosna! Zrobiło się ciepło (śnieg
21 marca pomińmy) i przyjemnie. Xweet wypełzł z swej kryjówki i postanowił
podzielić się swoimi spostrzeżeniami, jednocześnie przepraszam za moją
dłuższą nieobecność. Matura i praca zajmują mi trochę czasu wbrew pozorom.
Od kiedy tylko zrobiło się na tyle ciepło, aby woda była bardziej płynna niż
stała, można zaobserwować ciekawe zjawisko. Jak się wysiada z autobusu linii
73D na przystanku Wiślana można poczuć piękny, kojący fetorek. Taki miły
akcent dla osób powracających z miejsc nauki i pracy, prawda? Od razu
człowiekowi się lepiej robi, kiedy wokół ptaszki śpiewają, kwiatki kwitną i
lekko cuchnie. Inna sprawa, że jest to zapach okresowy i nie wiem jak można
mu zapobiec. Chyba, ze w końcu wejdziemy dumnie w XIX wiek i zrobimy sobie
kanalizację. Bo niestety to, co w krajach sąsiednich jest standardem (dla
dużych miast, co prawda, ale Szczecin, którego częścią jesteśmy jest miastem
wojewódzkim).
Kolejna sprawa, spacerując ulicami naszej dzielnicy w oczy rzuca się kolejna
sprawa. Spójrzmy pod nogi. co widzimy? Pety, pobite butelki, psie odchody.
Dobra to też, ale na czym to leży? Na drodze. Na jakiej drodze? A takiej
ubitej. Otóż jesteśmy chyba jedną z niewielu dzielnic w naszych "pięknym"
mieście, gdzie znakomita większość dróg jest po prostu dobrze ubitą ziemią o
nawierzchni równej, jak czoła nastolatka z wyjątkowo paskudnym trądzikiem.
Reszta dróg jest albo utwardzona, albo ma ASFALT. Tak, mamy asfalt na dwóch
ulicach (Bałtycka i Wiślana). Brawo, włodarze Wielgowa, jesteśmy w wczesnym
średniowieczu, albo i w tym nawet nie, bo Rzymianie układali drogi z
kamienia. Czyli prócz kanalizacji brakuje nam też dróg z prawdziwego
zdarzenia. Takich, które nie pylą (wbrew pozorom alergikom i astmatykom one
nie pomagają), i których nie trzeba co jakiś czas zmywać z okien. Co prawda
taka ziemia na swoje zalety. Kiedy dzieciak (bo coś co jeszcze do gimnazjum
nie chodzi, ew jakimś cudem jest w pierwszej klasie tego wynalazku) jadący
na przerobionym na motorynkę (albo motor, zależy jak szybko to jeździ i jaki
ma bak) dokona efektownej kraksy to zakażenie, które wedrze się w niego
dobije go szybciej niż jego własna (wrodzona? bo to rodzice powinni się
dziećmi interesować, a nie wiecznie marudzący defetysta) głupota. Niestety
posiadam odrobinę wyobraźni i wiem co może wyniknąć z połączenia benzyny,
butelki, roweru, przypadkowych przechodniów, oraz jednego kretyna. Dużo
bólu, łez i nisko latającego metalu. I po co to komu? W "Wiadomościach", czy
innej "Interwencji" chcecie być? Może wypadałoby skorzystać z dobrodziejstw
Oratorium, gdzie można takie niezbyt wyrośnięte dzieci zostawić? Tak są
ludzie, którzy z tego co wiem nie zjedzą tego dzieciaka, ale i w lekcjach
pomogą, i zajmą mu czas (to, że żaden "fan motoryzacji" się nie zabije, albo
nie stanie się kaleką i tylko podatki na niego iść będą, to dodatkowy plus).
Zresztą dzieciarnia jeździ też na normalnych motorynkach. Bez kasku, bez
karty motorowerowej (w większości wypadków), bez odrobiny rozumu (w każdym
niemal wypadku). Ale co to mnie obchodzi, w końcu to nie ja będę płakał na
pogrzebie, albo siedział latami przy łóżku patrząc na kogoś, kto dzięki
zwykłemu niedbalstwu ma zmarnowane życie.
Tym miłym, szpitalno-białym akcentem kończę ten felieton, mając nadzieję, że
nie tyle coś zmieni, ile parę osób użyje tej brei między uszami (pospolicie
zwanej "mózgiem"), do czegoś innego niż do chłodzenia krwi.
Pozdrawiam wszystkich komentujących!
Znowu macie się na kim wyżyć! Xweet.

Wieś Wsi z Tramwajami!
Czyli opis lekki i przyjemny, niby betonowe
buciki (lub bereciki), miejsca gdzie mieszkać mi przyszło i wychowywać
(się). Wszelkie podobieństwa do osób, zdarzeń, kaczek i instytucji są
niezamierzone i przypadkowe, zaś i tak nikt nie ma dowodów.
Idąc sobie spokojnie, radując się życiem i bytem swym, po lesie naszym i
podziwiam przejawy życia naszej społeczności. Imponująca jest zaiste
kolekcja zużytych pieluch, telewizorów, pralek, sedesów i wolę nie patrzeć
czego jeszcze, zaś zapachy piękne i dojmujące są w stanie upoić swą mocą (a
raczej sprowadzić kaca bez poprzedniego stanu umysłu) nawet człowieka z
potężnym katarem. Wolę nie myśleć (zresztą według otoczenia umiejętności tej
nie posiadłem i nie posiądę nigdy), jak to czują nasze psy kochane. Nie
oszukujmy się, do najczystszych miejsc Wielgowo (a raczej cały kompleks
TrójWsi) nie należy, jednak brudu nie ma tutaj aż tak wiele (a miałem być
defetystą i mi się nie udało).
O lesie już marudziłem, więc przejdźmy się do bardziej cywilizowanych
lokalizacji, czyli do centrum kulturalnego, zwane przez ogół Stacją. Co
prawda krew leje się tam rzadko (zwykle kiedy ktoś przytuli się do ziemi,
czy innego pociągu), jednak “młodzież normalna”, jak mawia czcigodny
właściciel tej stronki, na której wypociny me widnieją, zajmuje się nader
pomysłową czynnością, a mianowicie wspieraniem polskiego przemysłu
tytoniowego (jak i Służby Zdrowia), poprzez zakup aromatycznych petów, które
boskie i kolorowe (wszelkie odcienie żółci i brązu) po wypaleniu wzbogacają
dróżki i ulice naszego osiedla. Zresztą “młodzież normalna” (w odróżnieniu
ode mnie, co siedzę i głupoty piszę) zachowuje się przyzwoicie i z
przekleństw różnorakich (aczkolwiek niewymyślnych) rzadko wychodzi jakieś
burda, czy rozróba, zaś próby rozjechania przez pędzące skuterki należy
uznać za ceną (niską) mieszkania w pobliżu tak ważnego dla miasta miejsca,
jak nasze osiedle.
Zresztą miasto o nas dba. Wszak mamy już XXI wiek i zakładają nam
kanalizację (a raczej mają założyć... kiedyś). I tak oto osiągnęliśmy coś, o
czym się filozofom nie śniło. Mamy elektryczność, telefony, ba nawet
telewizory i komputery, ale w kwestii kanalizacji ciągle króluje u nas XIX
wiek (w sumie dekadentyzm lubię, więc nie narzekam). Drogi asfaltowe (te
ważniejsze), albo utwardzone (te nieco mniej ważniejsze) pozwalają na
niezwykłe doznania (i są powodem, dla którego preferuję własne nogi, niż
piekielny wynalazek roweru), jak i obserwacje. Droga przed moim domem
przetrwała około miesiąca, zanim w koleinach lokalne kaczki (nie, nie te
Kaczki) urządziły sobie pływalnię. Krytą.
Żeby poprawić swoje notowania (i dać Państwu czas, aby złożyć się na jakieś
miłego pana w ciężkich wojskowych bucikach, aby mi na rękę poszedł,
dosłownie) opiszę teraz zalety wielkie naszego zespołu osiedli. No więc,
jako jedyni posiadamy linię okrężną (znaczy się, jest to jedyna linia
dzienna, zwykła u nas), więc aby uciec i podtruć swe płuca wyziewami
bluźnierczych wynalazków, zwanych samochodami, nie musimy długo czekać.
Według rozkładu jedynie piętnaście minut (o ile ktoś nie zrobi blokady na
drodze, albo autobus, bestia złośliwa, się nie spóźni). I już możemy
rozkoszować się poetyką woni, istną orgią zapachów, będącą połączeniem
zapachu grzybów, przetrawionego alkoholu, perfum wszelkich marek, ciał
mytych na Wielkanoc roku pańskiego Anno Domini 1989 i tego wrednego pieska.
Aby nie siać paniki (w czym podobno jestem niekiepski) powiem, a raczej
napiszę, że po godzinie telepania się dojedziemy do Wsi Z Tramwajami, zwanej
przez laików Szczecinem, lub Stettinem, sam nie wiem, jak powinno się pisać
i zwolennicy, której opcji byli bardziej wiarygodni dla banku. Tam możemy
zażyć radości jazdy ruchomymi chodnikami w Galaxy, bycia tratowanym przez
tłum (też Galaxy, ale również dowolne przejście dla pieszych z sygnalizacją
świetlną), lub też przy odrobinie szczęścia (i ubierania się w sposób
niekoniecznie sportowo-dresiarski) bycia stroną bierną napadu (proszę czytać
mamy okazję wspomóc pewne miłe jednostki swoim portfelem, komórką, oraz
pomóc mu zweryfikować swe umiejętności w impulsywno-kinetycznym
przewodnictwie energii z pięści do nosa, naszego osobistego i własnego).
I tak oto z powodu oszczędności Państwa czasu kończę herezje swą i bełkot
bezskładny na felieton ten składający się. Czy ciąg dalszy popełnię w bólu
(bo znieczulenie na palce działać przestało i kawa się kończy) zależy od
komentarzy (jak i tego, czy całość się ukaże)
Pozdrawiam Xweet
i za stratę czasu przepraszam.
Komentarze:
Abstrahując od niebycia polonistą oraz pomijając
stylistykę w paru miejscach, tekst przypadłby mi do gustu pod każdym
względem.
Po pierwsze z satysfakcją zauważam, że "boli" nas z Xweet'em to samo (no, by
może z wyjątkiem tej jego złamanej nogi).
Po drugie, mniej lub bardziej ironiczne komentarze w nawiasach, to co co
uwielbiam i sama stosuję (patrz wyżej).
Po trzecie, artykuł niesie za sobą wartości edukacyjne (przynajmniej dla
mnie), a to za zasługą pseudonimu jego "sprawcy". Nie mogłam bowiem oprzeć
się ciekawości i musiałam skonsultować się z "googlami".
Po czwarte za (i tu zabrzmi może zbyt pompatycznie) cieszę się, że są
jeszcze młodzi ludzie, którzy nie zapomnieli języka w "gębie" i wyrażają się
całymi zdaniami, zrozumiałymi jeszcze dla większości (i tu wyrażam swoją
cichą nadzieję, że jest nas więcej niż buraków - czego sobie i autorowi
życzę).
Siary nie ma. Jo.
Jak widzisz "całość się ukazała" bez bólu.
Czekamy na dalszy ciąg. Pozdrawiam. rwpb
Och człowieku ! Za kilkanaście lat zatęsknisz Ty
za tą "przedpotopową, brudną i zaniedbaną wsią". Zwłaszcza jak może kiedyś
przyjdzie Ci mieszkać w mieście. Blok przy bloku, zabetonowane podwórka z
małym skrawkiem zieleni tzw. place zabaw dla dzieci, hałas przejeżdżających
tramwajów czy samochodów i wiele, wiele innych " niezdrowych atrakcji". I
przychodzi taki dzień i stwierdzasz, że masz dość miasta. Czekasz z
niecierpliwością na sobotę i jedziesz do Wielgowa. Nie ważne czy jest tam
prąd, miejska woda, czy mają tam komputery. Jedziesz po spokój, ciszę ,do
lasu. Aby jak najdalej od tej "chorej cywilizacji". Nagle stwierdzasz, że
czas wolniej płynie, nerwy cię opuściły a problemy których jeszcze niedawno
miałeś full nagle przestały istnieć. I rozkoszujesz się tą błogą ciszą i
marzysz, żeby ten dzień trwał wiecznie.
była mieszkanka Wielgowa
e-mail:agnieszkab4@o2.pl
PS. Przemyślenia ciekawe ale dlaczego tylko sama krytyka. Spróbuj znaleźć
choć kilka plusów ( Wielgowo kiedyś a dziś).
Tekst chaotyczny, ciężko się czyta ( za dużo podtekstów w nawiasach ).

Rys społeczny niewielki,
czyli krótki spacer po lasku i co możemy tam
zastać, oraz refleksje na temat mojego pokolenia, z perspektywy mojej
własnej, subiektywnej.
Jako, że pierwszą rzeczą jaką widzimy jadąc z miasta naszego (Wsi z
Tramwajami, zwanej Szczecinem) są lasy wielgowskie, postanowiłem opisać je.
Otóż drzewostan ten jest mieszany z przewagą gleby petowej, tfu przepraszam,
gleba jest jedynie pokryta petami zostawionymi przez naszą złotą wielgowską
młodzież (a raczej dzieci, wszak średnia wieku palaczy zaobserwowanych
przeze mnie to 15 latek). Wystarczy przejść się laskiem między ulicą Długą
(ważne obiekty na niej to sklepik i szkoła) a stacją (ważne obiekty sklepik,
mięsny i stacja PKP) w godzinach kiedy kończą się lekcje, lub zaczynają
(ważne, żeby być kilka minut po dzwonku, ich rozkład można zobaczyć w
szkole). Co możemy zaobserwować? Ano palaczy, dla których stół nie stanowi
przeszkody terenowej zbytnio (może przesadzam, ale to ledwo od ziemi
odrosło), i którzy teoretycznie nie powinni mieć co palić. Czemu? Ponieważ
zgodnie z polskim prawem sprzedaż wyrobów tytoniowych osobom poniżej 18 roku
życia jest poważnym wykroczeniem (czy jakoś tak, ogólne sens zapisu jest
taki, że można za to dostać ładną grzywnę i mieć duże problemy). Może jestem
już starym dziadostwem (dla osób ewentualnie zainteresowanych, urodziłem się
12 X Anno Domini 1988), a może jednak mieszkanie w Wielgowie, gdzie jednak
atmosfera jest inna (moim zdaniem lepsza) niż w mieście, wyrobiło we mnie
jakiś szacunek do zdrowia. Trenowałem wiele rzeczy dziwnych (głównie sztuki
walki i bieganie, obecnie gram w golfa) i wiem, że o zdrowie trzeba dbać.
Nie po to mamy piękne drzewa, łąki i kilka boisk, żeby się truć tytoniem
(tańszym). Zresztą zdrowy rozsądek w tym pokoleniu (pewnie skutek awarii w
Czarnobylu) umarł i nie wstanie więcej. Bo kto normalny wsiadłby na rower,
do któregoś ktoś przyczepił silnik od kosiarki (?), benzynę w plastikowej
butelce (opary + temperatura = reakcja gwałtownego spalania) i prosty
mechanizm. Toż to jeżdżąca bomba, która można spotkać jedynie u nas, w
Wielgowie. Tacy młodociani kamikadze widocznie oglądają wyjątkowo często
serwisy informacyjne (nie powiem jakie, ponieważ kryptoreklama jest
niezgodna z prawem, a za darmo nie ma co się męczyć :P ) i niestety wybrali
niekoniecznie tę odpowiednią stronę WAWzT (Wielkiej Amerykańskiej Wojny z
Terroryzmem), jednak serwis ten (pozdrawiam prowadzącego) nie jest o reszcie
świata, a jedynie o Wielgowie, więc czas na ogłoszenia lokalne. Tak więc w
odpowiedzi na mój poprzedni felieton (tak, wiem, że ja, jako czynnik
opiniotwórczy mam taką wagę jak komar) władze miasta naprawiły nawierzchnię,
przez co kaczki przeniosły się z krytej pływalni do swej własnej zagrody,
gdzie wobec spisku biedronek z kurami zostały zmuszone do oddania władzy za
miskę z paszą. Kończę ten wątek, ponieważ niektóre osoby mogę uważać go za
zbyt polityczny, kiedy ja jestem całkowicie apolityczny. Tak, więc kończę,
nim mnie ze sceny zniosą.
Xweet
pozdrawiam mego psa, z którym obserwacji tych dokonałem!
Komentarze:
Trochę to jak walka z wiatrakami. Brudno było,
jest i będzie, a to nie dlatego, że ludzie śmiecą tylko dlatego, że nie
sprząta się (podobno).
Co do palących dzieciaków, to dopóki na własnej skórze nie przekonają się,
że niektóre "sporty" są szkodliwe dla zdrowia nic nie wskórasz. Żadne
zakazy, mądre przepisy, moralizowanie nic nie dadzą.
Inna sprawa, że dzieciaki w wielu przypadkach nie mają co ze sobą zrobić, a
czas jakoś zająć trzeba. Smutne, ale prawdziwe.
josiko
To, że okoliczne lasy pokryte są warstwą petów,
to św. prawda. To, że palą małolaty to czysta prawda, ale, że "gadaniem" się
coś zmieni to g... prawda. Fajne jest to, że problem zauważają ludzie
młodzi, ale czy sami coś robią, aby zmienić istniejący stan rzeczy?
Najprościej jest krytykować i "wymądrzać" się. Podoba mi się, że strona
wielgowo.pl przestała być laurką dla naszej społeczności, gdzie wspomnienia
i zabawne historyjki przesłaniały nam trochę bolączki dnia dzisiejszego.
Mamy prawo być dumni z tego co osiągnęliśmy przez ostatnie 60 lat naszej
egzystencji, w naszym malutkim świecie, ale pora pomyśleć co można jeszcze
zrobić, aby bardziej zjednoczyć nasz kochany "grajdołek". Czekam na
propozycje, od naszej całej społeczności i tej młodej ciałem i tej młodej
duchem. Pozdrawiam bch

A to Polska właśnie!
Oj, minęły dawno czasy, gdy mistrzowie poezji na
emigracji pisali piękne poematy o ojczyźnie, do której im tak tęskno było.
Przeżyliśmy wiele zawirowań i nie musimy już walczyć o niepodległość i
odrębność naszego kraju. Wprost przeciwnie, albo zupełnie nie przeszkadza
nam mieszanie się naszej kultury i języka z obyczajami „Zachodu", albo
walczymy o naszą tożsamość jak lwy, wkraczając przy tym na niebezpieczne
meandry szczególnego rodzaju szowinizmu, zwanego niegdyś frontem „Moherowych
beretów". Tenże „moheryzm", bo tak chyba powinien nazywać się w naszym
języku ten prąd myślowy, dotyka coraz częściej młodzież, słuchającą
chrześcijańskiego punk rocka w Radiu Maryja, głównym ośrodku propagandowym,
zrzeszającym polskie „Mohery".
O ile według Tischnera do niedawna istniały trzy prawdy: „Świenta Prowda,
Tyż Prowda i Gówno Prowda", to w wyniku ostatnich zawirowań narodziła się
jeszcze: „Taśma Prawda". Co z tym fantem uczyni minister edukacji? Raczej
nic, bo znacznie ważniejsze od rozpaczy na tle epistemologiczpym zagubionej
młodzieży wydają się być mundurki, lekcje patriotyzmu i oddzielenie historii
powszechnej od historii Polski (w tym zapewne nowego działu, dotyczącego
wędrówki „z ziemi polskiej do Wolski"). Jednak ja chodząc po pięć dni w
tygodniu do szkoły w Wielgowie, dochodzę do wniosku, że bez względu na
władze w kraju jej stan woła o pomstę do nieba, pod względem zarówno
architektonicznym, jak i zdrowia psychicznego ludzi, stykających się z tą
instytucją. Nie mówiąc już o podręcznikach, które od końca roku szkolnego do
początku następnego wciąż stanowią zmorę dla domowych portfeli. Tak to
zwykle bywa, że domowe budżety w Polsce dokładnie odzwierciedlają osławioną
dziurę, z powodu której wydaje się kolejne pieniądze na komisje, mające
orzec, kto dał do skarbonki mniej niż powinien.
W tym kraju wszystkiemu winni są liberałowie, którzy rzucają się z kłami i
pazurami na budowaną w pocie czoła Czwartą RP. Natomiast wszelkie „patalogie"
zauważane po stronie rządzących są uważane za nieudolnie przekazane skróty
myślowe, pomyłki albo wręcz za sytuacje na porządku dziennym. I niech nikt
nie próbuje więcej mówić, że „czarne jest czarne, a białe jest białe".
Zgodnie z prawami logiki jest dokładnie tak, jak nie ma być. A może taki po
prostu nasz urok, że wszystko mamy „na opak"?
Chyba nie powinniśmy się zbytnio dziwić temu, że nasi rodacy opuszczają
rodzinny kraj za lepszą pracą, czy po prostu warunkami do życia. Ale nie
należy się chyba załamywać, bo przecież najważniejsze jest pełne
zaakceptowanie siebie. Choć takie rady można przyjmować z mieszanymi
uczuciami.
Czujna w miarę możliwości Dzika Rzodkiewka
Komentarze przyjmuję pod adresem e-mail:
awenturyn1991@op.pl
Komentarze:
Jako przedstawiciel trochę starszego pokolenia
niż autor felietonu, bardzo proszę o odpowiedź na jedno malutkie pytanie:
Jaka jest myśl przewodnia felietonu, bo naprawdę nie wiem o czym on
konkretnie jest. Proszę o odpowiedź, wówczas z wielką przyjemnością napiszę
do niego komentarz, jako, że darzę wielkim podziwem młodych ludzi, którzy
nie boją się publicznie przedstawiać swoje zdanie. Z pozdrowieniami bch

Wybory,
zmory et cetera,
czyli lekka polemika.
Po pierwsze, miło że ktoś tutaj marudzi prócz mnie. Będzie miał, kto spłonąć
na stosie obok, jak w końcu ktoś postanowi skończyć z moim defetyzmem. Ale
do rzeczy.
Szkoła w Wielgowie... skończona, dzięki Bogom, ładnych parę latem temu (ale
zabrzmiało) i już niemal zapomniana. Okazjonalne wizyty (w liczbie dwóch)
odświeżyły wspomnienia. Widok dwóch koleżanek z klasy, które reklamowały
moje kochane liceum (numer 3 w Dąbiu! Tak, prof. Kazior dalej uczy) też
przypomniał co nieco. Wyglądały, jakby ktoś je chciał zamordować, ale taki
urok gimnazjum, że uczniowie są różni. Pomysły Pięknego Romana
(najprzystojniejszy, najinteligentniejszy, najbardziej elokwentny mężczyzna
w rządzie!) są różne i kilka nawet ma sens. Mundurki, proszę bardzo,
przynajmniej nie będzie tyle osób w różnych dziwnych strojach. O reszcie
pomysłów Naczelnika Tresury w Przenajświętszej Rzeczpospolitej się nie
wypowiem.
Teraz czas na nieco refleksji. Wychodzę z domu i co widzę? Tak, błoto też,
bo padało, ale nieco wyżej? Plakaty wyborcze. Chociaż u nas można w miarę
spokojnie przejść i nie dostać oczopląsu. W mieście jest tego tyle, że
powoli dostaje się szału. Mam nadzieję, ze nowa władza (jak znam złośliwość
losu to głosowałem na zupełnie innych) stanie na wysokości zadania i
Wielgowo będzie się rozwijało. Kilka pomysłów było trafionych (linia
okrężna! W końcu można się wydostać z Wielgowa w ciągu 15 minut),
nietrafionych jakoś nie dostrzegam. Pożyjemy, zobaczmy, chyba że uciekniemy.
A teraz ripostuję odnośnie zarzutów, że tylko gadam. Tak, nic nie robię, nie
jestem i nie byłem społecznikiem, najpewniej nie będę. Jak ktoś chce sobie
zmarnować życie i nie jest moim przyjacielem to niestety obchodzi mnie w
stopniu porównywalnym to zainteresowania się typowej kury zagadnieniami
astrofizyki. Nie jestem idealistą, wręcz przeciwnie. Tacy ludzie wg mnie
najczęściej umierają głupio i głodni.
Pozdrawiam drugą osobę piszącą w tym dziale,
Xweet.

|